Witam i na wejściu przepraszam. Iskra, która pchnęła mnie do działania, ostatnio nieco przygasła, ostatnimi czasy ledwie się tliła. Wpadłam w ten wir nieprzyjemnych myśli, zgubiłam się w cieniu wielkiego świata, w cieniu wielkich fotografów. Stwierdziłam że moje działania mają taki mały odbiór, że po co mam przeznaczać na to tysiące godzin. Najwidoczniej narcystycznie uważałam że tworzę coś niezwykłego, co tak na prawdę nie było warte uwagi.
To co mnie obudziło z tego okropnego stanu to choroba, a w sumie nie ona, ale wizyta u lekarza. W sumie to nie wizyta, ale sam lekarz. Gdy opowiadałam mu o tym że chcę przytyć by uciec od ciągłych komentarzy, z którymi staję twarzą w twarz, dzień w dzień, na ulicy, uczelni, w rodzinie i gronie nieznajomych. A on zadał mi proste, aczkolwiek przełomowe pytanie w całym moim życiu: Po co?
Powiedział: Po co masz się tak męczyć? Tyć na siłę? By dogodzić innym?
I to był przełom. Wtedy zrozumiałam jak bardzo stałam się podatna na otoczenie, jak wielki wpływ miały na mnie media, współczesne kanony piękna, "moda na bycie fit". Wszystko wokół mnie przytłaczało mnie coraz bardziej, a ja skupiałam się na ciągłym biegu. Biegałam od miejsca do miejsca w swojej głowie i szukałam kolejnych złych rzeczy. A po co?
To czego chciałam to duże grono odbiorców i same pochwały.
Oj kochana, na to musisz zapracować. O tym zapomniałam. Są ludzie, którzy po prostu są i są w tym świetni. Świat uwielbia ich włosy, piękne kreacje, obserwuje każdy post dotyczący wizyty u kosmetyczki. Są też i ludzie, którzy przebyli długą drogę przez błoto i kamienie, by z połamanymi kończynami wczołgać się na szczyt tej metaforycznej góry i pokazać światu, pokazać coś pięknego.
Będę tym podróżnikiem, jestem żądna przygód, moja góra na mnie czeka. Nie zawiodę już. Nie tym razem. To kocham, to mnie uszczęśliwia, to wystarczy.
Blogerki tłumaczą swoje przesadne krytyki dotyczące praktycznie wszystkiego, tym że traktują blog jak swój pamiętnik. W takim razie patrz, kochany pamiętniczku, tak zaczęła się i skończyła nasza wspólna przygoda.
Czas na zdjęcia, czas na moją górę. Trzymajcie kciuki moi mali, ale wielcy widzowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz